Posted by: bordo on: November 20, 2008
Leń
Na kanapie siedzi leń.
Znów oddychał cały dzień.
Co tam dzień, już całe życie!
Zmęczył się niesamowicie.
Nagle myśli – mam to w dupie!
-respirator sobie kupię!
Pstryk
Palcami pstryk – obfite życia plony,
znikoma ingerencja z mojej strony.
przypadkowy widz napina mięśnie policzkowe.
znowu pstrykam – urywa mu głowę.
Zmierzch
Wieczór karmi źrenice ciemnością.
jedzą mlaskając
robią to głośno
średnice rosną.
W czerni refleks błyska.
Twarz się w grudy piachu wciska.
Metal przyjął dzisiaj w ciało
mało było,
jeszcz mało.
Lepi się do niego ziemia
w bordo oddcień kolor zmienia
ciepły impuls w żyły oschłe.
nagle tłuste i błyszczące.
dłoń się mimowolnie ściska
uśmiech aż zębam tryska.